Stało się! Za nami ogromne wydarzenie o nazwie Ronaldinho Show, czyli mecz gwiazd Polska vs Brazylia. Polacy wygrali po rzutach karnych 4:2 (2:2 w regulaminowym czasie), a ja mam po tym evencie kilka przemyśleń.

Pełen Stadion Śląski, hymny Polski i Brazylii, obecność legend polskiej reprezentacji, mniej lub bardziej znanych zawodników brazylijskich, no i oczywiście ON – Ronaldo De Assis Moreira czyli Ronaldinho Gaúcho. Legenda futbolu, dla wielu najlepszy piłkarz w historii. Zobaczyć Ronaldinho na żywo to niesamowite przeżycie, ale sama otoczka wydarzenia i jego zachowanie od przybycia do Polski były… rozczarowujące. Były reprezentant Brazylii w dniach poprzedzających mecz zachowywał się jak obrażone dziecko, otoczył się ochroną, unikał kontaktu z fanami, nie wspominając o autografach czy zdjęciach (oprócz tym którzy za to zapłacili, na zamkniętym evencie). Nie był tą uśmiechniętą radością futbolu co w czasie zawodowej kariery, wydawał się zmęczony. W meczu zagrał ponad 70 minut, co akurat było na plus, bo obawiałem się, że po pierwszej połowie powie pas.
Jeśli zaś chodzi o organizatorów wydarzenia, to zawiedli po całości. Połowa zapowiadanych elementów tego dnia w ogóle się nie odbyła: zamiast Ronaldinho przed meczem wokół boiska przejechały młode ładne dziewczyny w samochodach sponsora, nie było też żadnej gwiazdy wieczoru w przerwie meczu. Przedmeczowy pokaz artystyczny to była jedna tancerka i czterech chłopaków żonglujących piłkami. Za głośna dudniąca muzyka przeszkadzała trochę w oglądaniu meczu, i nie było też zorganizowanego dopingu, przez co mecz oglądało się trochę jak w wersji roboczej transmisji w telewizji. W dodatku sporo jest kontrowersji wokół bardzo drogich pakietów VIP (od kilku do nawet 50 tys. zł), w których w najdroższej opcji ludzie mieli mieć gwarantowane zagranie z Ronaldinho w drużynie, wspólną szatnię i inne benefity, a w rzeczywistości sporo jest głosów, że nie dość że nie zagrali z Ronaldinho (ten zszedł z boiska w 72. minucie), to nie zagrali w brazylijskiej drużynie w ogóle, a szatnię to w ogóle mieli osobną, wydzieloną od „zawodowców”. Jeśli te doniesienia to prawda, to trzeba powiedzieć wprost – ludzie zostali przez organizatora oszukani.
Podsumowując, po sobotnim wydarzeniu mam lekki niedosyt. Zobaczenie R10 na żywo to niezapomniane przeżycie, ale jednak cała otoczka tego wydarzenia i komercyjne nastawienie powoduje, że mnie jako fana futbolu ten dzień w zasadzie trochę zasmucił, pomijając już poczucie, że nie dostałem adekwatnie dużo do zapłaconej kwoty. A wy? Byliście, oglądaliście? Jakie macie wrażenia?
